Galeria

 

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na swoją skrzynkę mailową bezpłatny informator kulturalny, w którym znajdziesz najświeższe informacje o wszystkich wydarzeniach kulturalnych w Twoim mieście wpisz adres e-mail

wyślij

 

Wystawy - Wystawy 2004

styczeń 2004 Marta Obrębalska Grzegorz Kulaszewicz - rysunek

>> styczeń 2004 Marta Obrębalska Grzegorz Kulaszewicz - rysunek

Wystawa prezentuje dwa światy stworzone przy pomocy rysunku. Z jednej strony ciepły i wyrafinowany świat Marty Obrębalskiej, z drugiej - ukształtowany cienką, dokładną linią zamienioną w walor szyderczy opis rzeczywistości Grzegorza Kulaszewicza.

Recenzja

Marta Obrębalska0Grzegorz Kulaszewicz - rysunek

Zaułki kultury

Tajemnice rysunku

Rysunki Marty Obrębalskiej po raz pierwszy zobaczyłem nie w Olecku, ale w Augustowie. W listopadzie ubiegłego roku zostałem zaproszony na wieczór autorski przez tamtejszą bibliotekę. Przed spotkaniem zwróciłem uwagę na rysunki wystawione w galerii. Oczarowały mnie one swoja lekkością i dorosłym pięknem.

Gdy powiedziano mi, że autorka ich jest olecczanką, od razu zadzwoniłem do Zbyszka Terepki. Zbyszek zaś mi odpowiedział, że wystawa Marty Obrębalskiej będzie w Galerii w styczniu.

Wystawa w Galerii Prawdziwej Sztuki im. Andrzeja Legusa zaprezentowała dwa światy stworzone przy pomocy rysunku. Z jednej strony ciepły i wyrafinowany świat Marty Obrębalskiej, z drugiej - ukształtowany cienką dokładną linią zamienioną w walor szyderczy opis rzeczywistości Grzegorza Kulaszewicza.

Świat rysunku Marty Obrębalskiej jest wymyślony. Za pomocą grubej finezyjnej linii tworzy ona znaki graficzne jakby wyjęte z pisma obrazkowego Majów lub (jak to zauważył Zbyszek Terepko) z rysunków japońskich. Echo poznania tych kultur na pewno gdzieś w zamyśle artystycznym zostało. Nie jest to jednak bierne poddanie się tematowi. Analizując poszczególne ideogramy odkrywam w nich postacie ludzkie wyjęte z kart historii, współczesne. Są obrazki przedstawiające grupę przyjaciół, inne są portretem rodziny. We wszystkich tych rysunkach jest wiele ciepła i "dobrego światła". Większe dziełka Obrębalskiej, bardziej abstrakcyjne, są również swego rodzaju stylizacją i wyrafinowanym przekazem o rzeczywistości, która ją otacza.

Zupełnie inny sens wypowiedzi mają rysunki Grzegorza Kulaszewicza. Mogliśmy jego prace (nawet część z wystawianych) poznać z łamów redagowanego przez Wieśka Bołtryka "Treuburga". Menażeria poskręcanych z różnych jakby światów postaci przebiega przed oczyma oglądającego. Jest to kraj pazernych, wywodzących się z piekła ludzkich namiętności stworów. Rysowane cienką, finezyjna kreską określają jakby to co mam przyjąć do wiadomości. Choć są to rysunki do interpretowania to z góry mówią, co mamy o tych stworach sądzić. Trzynogie postacie bez tułowia, wykrzywione twarze, dziwne, zdeformowane portrety, wiszące w szafie postacie - cała ta menażeria nie świadczy wcale o krzywym widzeniu świata. Ten świat otaczający Grzegorza Kulasiewicza jest zagrożeniem. Autor umieszczając na rysunkach potwory unieruchamia je i zarazem oczyszcza przestrzeń. Jest w tym coś z Goyi, jest w tym coś z Linkego i dużo ze współczesnych twórców rysunku symbolicznego.

Wielkość galerii i tego co prezentuje pozostaje zawsze w sferze pomysłu wystawy. Tutaj mniej wyrobiony widz nie ma łatwo. Zbyszek Terepko pomieszał prace. Nie ma opisów, która jest czyja. Tylko intuicja i zaangażowanie w odbiór pozwala na odkrycie autora. Zarówno rysunki Marty Obrebalskiej jak i Grzegorza Kulaszewicza dają wiele możliwości interpretacyjnych. Takie przedstawienie jest mistrzowskim posunięciem komisarza. Daje odbiorcy możliwość zaangażowania się w treść wystawy. Daje możliwość zabawy intelektualnej zarówno z wystawiającymi, jak i z samą galerią i tym, co ona chce promować. Polecam obejrzenie tej doskonałej wystawy.

Bogusław Marek Borawski, Tygodnik Olecki


galeria

luty 2004 Radosław Krupiński - fotografia

>> luty 2004 Radosław Krupiński - fotografia

Zdjęcia Radosława Krupińskiego prezentowane w oleckiej Galerii to plon działalności artysty w okresie co najmniej kilkunastu lat. Wystawa była jedną z imprez Oleckiego Przeglądu Otwartych Filmów Op-Of.

Recenzja

RADEK KRUPIŃSKI0 fotografia

Od reporterskiego realizmu do "chłodnego" romantyzmu Fotografia jest sztuką o dość krótkiej historii. Nieproporcjonalne są jednak jej osiągnięcia w stosunku do czasu jej powstania. Przez okres niecałych dwustu lat wykształciły się w niej kierunki, style i mody, jakich żadna ze sztuk znanych przedtem nie doświadczyła. Żadnej też ze sztuk, łącznie z fotografią, nie należy porównywać pod względem formalnym. Każda służy innemu przedstawieniu i jest sama w sobie inną techniką tego przedstawienia. Fotografia jest techniką nowoczesnego postrzegania świata. Od jej powstania nic w zasadzie z technicznego punktu patrzenia na fotografowany obiekt się nie zmieniło.

Dalej jest to obiektyw i przymocowana do niego skrzynka, w której powstają obrazy. Kiedyś były to płyty szklane, taśma fotograficzna, teraz komputer wbudowany w tę skrzynkę i notujący obraz. Nic jednak nie zmienia faktu, że spust aparatu przyciska artysta. Każdy bowiem w chwili obecnej może być fotografem, artystą zaś tylko nieliczni.

Zdjęcia Radosława Krupińskiego prezentowane w oleckiej Galerii Prawdziwej Sztuki im. Andrzeja Legusa to plon działalności artysty w okresie co najmniej kilkunastu lat. Wystawa została specjalnie przygotowana do tej galerii. Miała bowiem być jedną z imprez Oleckiego Przeglądu Otwartych Filmów Op-Of.

Stąd tytuł wystawy - "Serie, zlepy i ciągi". Artysta prezentuje na niej zlepy w postaci zdjęć reportażowych z Orzysza, serie z cyklu "Luwr", czy ciągi zdarzeń, jak zdjęcia z przygotowywania wystawy w galerii. Wszystkie te zdjęcia, jak wspomniałem wyżej, były przygotowywane specjalnie na olecki festiwal. Ich dobór wiązał się doskonale z tematem spotkania, jakim jest film. Choć same w sobie każde z nich jest odrębnym dziełem sztuki, to pozlepiane, złączone w ciągi czy w serie, tworzą jakby dokumentacje z planu filmowego. Sterylne, aseptyczne serie z muzeów paryskich, dokumentacyjne serie z wystaw, romantyczne i przymglone w porównaniu z obecnymi dziełami Radosława Krupińskiego zlepy reporterskie z Orzysza tworzą klimat dziwny i unikalny. Zapewne gdyby artysta przedstawił tylko obecne dokonania, wydźwięk wystawy byłby zupełnie inny. Nie chodzi tutaj o retrospekcję zaangażowania w sztukę, ale o świadomość potrzeb zamawiającego wystawę i świadomość, z jaką widownia zaangażuje się w jej odbiór. Autor jest niezwykle wyczulony na wszystkie te elementy prezentacyjne - jest świadomy możliwości jakie daje odpowiednia prezentacja dzieła. Sam przecież prowadzi galerię i ma duże w tym doświadczenie.

Widziałem nie raz wystawy, w których artyści chcieli pokazać wszystko. Wychodził wtedy taki groch z kapustą i nie raz, nie dwa, takie wystawy były nieciekawe bo źle zrobione. Wystawa w oleckiej galerii jest doskonała: ascetyczna, w niektórych wypadkach szorstka i wyrachowana, ale taka jest sztuka. W całości jest to jednak wystawa piękna - jeżeli można to tak ująć. Zdewastowane mury Orzysza oraz cykl fotografii pokazującej "znikanie" jabłka są najbardziej drastyczne i zarazem romantycznie realistyczne. Ludzie u Radosława Krupińskiego nigdzie się nie spieszą. Czekają na coś lub odpoczywają. Z obrazów, które oglądam, emanuje spokój i wyciszenie. Delikatne bliki słońca na budynkach podkreślają ostrość postaci ludzkich.

- To my tworzymy świat i wygląda on tak, jak chcemy - mówi artysta. I widać, że wieży w to głęboko.

Bogusław Marek Borawski, Tygodnik Olecki


galeria

marzec 2004 Karolina Olszewska-Prusak - grafika

>> marzec 2004 Karolina Olszewska-Prusak - grafika

Główną techniką graficzną, którą zajmuje się artystka jest wklęsłodruk. Posługuje się tą techniką tworząc własne technologicznie kombinacje odprysku, akwatinty czy głębokich przetrawień. Jest to tradycyjna technika grafiki warsztatowej, potraktowana jak malarstwo.

Recenzja

Karolina Olszewska-Prusak

Urodzona 25.04.79 w Gdyni, dyplom styczeń 2004 ASP Gdańsk

Główną techniką graficzną, którą zajmuję się już od trzech lat jest wklęsłodruk. Posługuję się tą techniką tworząc jednak własne technologicznie kombinacje odprysku, akwatinty czy głębokich przetrawień. Jest to tradycyjna technika grafiki warsztatowej, ale traktuję ją jak malarstwo. Prace odbijam z reguły w małych nakładach, a wszystkie odbitki (w obrębie nakładu) bardzo różnią się między sobą kolorystyką. Czasami z jednej matrycy udaje mi się stworzyć z pomocą koloru kilka zupełnie innych prac.

Z czasem motywem przewodnim moich prac stały się ptaki. Na wystawie znajdzie się kilkanaście prac z cyklu "Ptaki", przedstawiające w ekspresyjny , niezwykle barwny sposób wielkie, siedzące ptaszyska lub próbujące wznieść się do lotu pelikany czy flamingi. Ptaki są dla mnie pięknymi, fascynującymi zwierzętami, które oprócz dosłownego znaczenia symbolizują wiele cech, emocji i doznań. Motyw ten jest dla mnie substytutem wolności, wyższości nad przyziemną obłudą, chamstwem, drobiazgowością. Równie ważna jest dla mnie potrzeba przemieszczania się, podróżowania, poznawania kultur i ludzi, a ta kojarzy nam się z archetypami wędrówki i latania. Inną ciekawą kwestią, która nieodłącznie towarzyszy znaczeniu ptaków w naszej kulturze jest symbolika samego lotu. Człowieczym uosobieniem zjawiska lotu jest dla mnie taniec. W tej dziedzinie sztuki jestem zupełnym laikiem, choć wiernym widzem. Współczesny taniec przekracza (podobnie jak latanie)przyziemne bariery codziennej egzystencji, pozwala doznać niezwykłych emocji oderwania się, "wzlotu i upadku". Jedną z moich inspiracji było przedstawienie "Tango z Lady M", niezwykła wizualizacja uczuć, przeżyć i emocji z repertuaru E. Wycichowskiej. I projekcja tańczącego ptasiego szkieletu do rytmów tanga argentyńskiego.

Drugim równoległym nurtem zainteresowań w moich doświadczeniach graficznych jest kolor. Sam w sobie stał się dla mnie niezwykłym narzędziem w stwarzaniu emocji i relacji z odbiorcą, walcząc o pierwszeństwo z tematem- i często tę walkę wygrywając.

W grafikach nie staram się stwarzać niepokoju moralnego, nie wymuszam na nikim odczytywania czegokolwiek. Szukam jedynie bezpośredniego kontaktu z odbiorcą dla wywołania bezinteresownego przeżycia. Dopełnieniem mojej twórczości są obrazy. Swojego malarstwa nie traktuję ortodoksyjnie, nie jestem przywiązana do klasycznego sposobu malowania. Moje obrazy są dla mnie jedynie dopełnieniem grafik, szkicami do nich. Świadomie z rezygnowałam z tzw. czystego malarstwa, bo jedynie alchemia warsztatu graficznego okazuje się być moim podstawowym i nieodzownym środkiem wypowiadania się.


galeria

maj 2004 Tadeusz Krzywicki Iga Łaniec - fotografia

>> maj 2004 Tadeusz Krzywicki Iga Łaniec - fotografia

To, że jedenastoletnia wnuczka Tadeusza Krzywickiego - fotografika ze sporym dorobkiem - jest współautorką wystawy fotograficznej nie byłoby może rzeczą wyjątkową, gdyby nie fakt, że tematem prezentacji jest portret. A więc, zdaniem wielu artystów, dziedzina sztuki fotograficznej należąca do najtrudniejszych.

W przypadku tej wystawy mamy do czynienia z portretem pozowanym, co z jednej strony pozwala spojrzeć osobno na każdą z osób fotografowanych, zaś z drugiej daje pretekst do zastanowienia się na tym, co łączy te wszystkie postacie? Nie chodzi tu o to, że wszystkie one są uczestnikami warsztatu terapii zajęciowej dla niepełnosprawnych, lecz bardziej o ten szczególny, świeży sposób odkrywania przez nie świata, także szczególny rodzaj wiary. I, być może, ponowne odnajdywanie sensu. Wydaje się, że Idze i jej dziadkowi Tadeuszowi udało się przedstawienie świata (lub światów) bohaterów tych fotografii, a jednocześnie ukazanie wyjątkowej wrażliwości uczestników warsztatów. (M.S.)

Recenzja

Zaułki kultury. Wielkie zbliżenie

Portret jako dzieło sztuki pojawił się dość późno w stosunku do innych przedstawień. Nieliczne przykłady w sztuce archaicznej można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Tak naprawdę historia portretu liczy się od okresu klasycznego sztuki greckiej, a apogeum osiąga w okresie hellenistycznym. I to już chyba cała historia, bowiem potem wszystkie osiągnięcia w tej dziedzinie twórczości z technicznego punktu widzenia można tylko porównywać do okresu klasycznego Greków.

Wystawa portretu zaprezentowana przez fotografów Tadeusza Krzywickiego i Igę Łaniec w Galerii Sztuki Prawdziwej im. Andrzeja Legusa nie jest jednoznaczna. Portrety, choć pozowane, choć skonstruowane w dość prosty sposób, ale adekwatny do sytuacji, w których wykonywano fotografie, są wyważone w nastroju.

Powaga (a czuje się to bardzo mocno) wynika z nastawienia do świata i szacunku do przedstawionych osób. Portretowani to uczestnicy tzw. warsztatów terapii zajęciowej dla niepełno-sprawnych umysłowo. Skala wypowiedzi artystycznej też jest wielka i wystawa w tym zakresie nie stanowi całości. Wynika to zapewne z szacunku dla portretowanych. Artyści opowiadają o ich skomplikowanej osobowości, o tym, że każdy z nich jest niepowtarzalny. Tak więc są portrety rozświetlone ledwo światłem, są też takie jakby wzięte z fotografii rodzinnej. Są portrety w planie amerykańskim, jakby lekko poruszone i filmowo ożywione. W niektórych przewija się wątek wzięty gdzieś z baroku hiszpańskiego, jakbym oglądał Velazqueza. Są też portrety ukryte lub może schowane w głębi masek. Artyści udowodnili, że portretując grupę osób, nawet w greckim sposobie jedności miejsca i czasu, można stworzyć galerię portretów opowiadających o indywidualności. Wystawa ta udowadnia wielkość naszego człowieczeństwa, którego granice określili artyści.

Chciałbym jeszcze na zakończenie przytoczyć fragment wypowiedzi wielkiego reżysera filmowego Istvana Szabó. Dotyczy ona filmu, ale mam nadzieję, że opisowi tej wystawy nada właściwego wymiaru: "Myślę, że tą wyłączną wartością filmu jest nic innego, jak ludzka twarz, kryjąca tysiące tajemnic, pokazana w zbliżeniu, w rozmaitych kontekstach, w chwili, gdy rodzą się w niej i zmieniają na naszych oczach uczucia, myśli ulegają metamorfozie... tę twarz potrafi pokazać tylko kino" - a kino to przecież nic innego jak przesuwające się przed oczami widza pojedyncze fotografie.

Bogusław M. Borawski


galeria

c z e r w i e c-2004 Marzena Kościółek - malarstwo

>> c z e r w i e c-2004 Marzena Kościółek - malarstwo

Marzena Kościółek studiowała na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na wydziale grafiki. Dyplom uzyskała w 1974 roku w Katedrze Ilustracji Książkowej u prof. J. Pałki. Malarstwo studiowała w pracowni prof. J. Tchórzewskiego.

Udział w wystawach zbiorowych za granicą:

  • XV Międzynarodowe Grand Prix Sztuki Współczesnej, Monte Carlo, 1981
  • Inauguracyjna Wystawa Japońskiego Międzynarodowego Stowarzyszenia
  • Artystów, Tokio, 1981
  • ARCO - Wystawa Międzynarodowej Sztuki Współczesnej, Madryt, 1982

Udział w wystawach zbiorowych w kraju:

  • Wystawa Koła Młodych, Galeria Współczesna w Warszawie, 1974
  • Pokolenie XXX, DAP, Warszawa, 1975
  • Warszawa w sztuce, St. Kordegarda, Warszawa, 1975
  • O poprawę, DAP, Warszawa, 1975
  • Wystawa Koła Mlodych, Galeria MDM, Warszawa, 1976
  • Metafora we współczesnym malarstwie polskim, BWA, Radom, 1978
  • 5 Ogólnopolska Wystawa Malarstwa im. J. Spychalskiego, BNA, Poznań, 1978
  • 34 i 35 Ogólnopolski Salon Zimowy Plastyki, Radom, 1980, 1981
  • Jesteśmy w czerni i bieli, DAP, Warszawa, 2001
  • Ile tradycji, ile nowości, DAP, Warszawa, 2002

Wystawy indywidualne:

  • Klub ARCUS, Lublin, 1973
  • Klub Medyk, Warszawa, 1973
  • Klub Orion, Warszawa 1977
  • Galeria Sztuki na Ursynowie, Warszawa, 1979
  • Galeria "ES", Paryż 1981
  • Restaurant Jardin "Les coulisses du vieux Sevres", Sevres, 1987
  • Restaurant "Le perspective", Paryż, 1987
  • Galeria "Lufcik" ZPAP, Warszawa 2001

Recenzja

Okruchy snu

Malarstwo Marzeny Kościółek to rzeczywistość z pogranicza snu i jawy. Gdzieś w głębi tego, co przedstawia artystka, kołacze się neurasteniczna świadomość sztuki. Rozdygotane, rozświetlone morza nie mają końca i wszędzie dwa żywioły schodzą się i mieszają. Nie dają się odróżnić i określić. Nie ma między nimi granicy. Artystka przetapia jakiś nieokreślony symbolizm i nadrealizm z głębi sennych marzeń w rzeczywistość sztuki. Materializuje doznania, jednocześnie nie dając ich materialnego wyznacznika. Nawet najbardziej realistyczny morski pejzaż nie jest realistyczny. Takich fal nie ma! A może to nagły wir zrobiony monstrualną dłonią, która przed chwilą schowała się w głębinach. Wszechobecne morze, fale i kobiety, krajobrazy z norweskich fiordów, dno morza, nagie ciała oświetlone zimnym, niebieskim światłem; naga postać na ciepłych deskach pomostu wśród ponurego pejzażu. Czasami jakaś ręka wyłania się z wód w geście jakby z Kaplicy Sykstyńskiej - dając życie? Wenus z Milo ma protezę i jest uśmiechnięta. Jest bardzo cielesna, choć marmur jest zimny.

Tylko na jednym z prezentowanych obrazów są postacie męskie. Chowają się w jego dolnym rogu. Obserwują jakieś dziwne domy oświetlone poświatą monstrualnego księżyca. Może są przerażeni? Treści zawartych w tym malarstwie można się tylko domyślać. I jak przypuszczam, dla każdego znaczą one coś innego i coś innego przywołują z głębi ludzkich doznań.

Zapraszam do Galerii Sztuki Prawdziwej im. Andrzeja Legusa.

Bogusław M. Borawski


galeria

1 2 >>